Читать книгу Niewierni онлайн
114 страница из 323
– Pies ich jebał! – rzucił niespodziewanie Jagan. – Nie podoba mi się to. Bladź, przecież my za to płacimy! A za dwa, trzy lata znów to trzeba będzie rozwalać. Gruzow! – Walnął go dłonią w ramię. – Dwie smiertnice wybuchły niedawno w metrze w Moskwie. Oglądaliśmy je. Pamiętasz?
– Pamiętam. No i co?
– To my im budujemy miasta, te ulice i domy, a one przyjeżdżają robić u nas fajerwerki!
– Trubow! Coś ty się z kija urwał? – smętnie, ale konkretnie odparł Gruzow i wszyscy zamilkli.
Jagan był w Groznym ostatni raz w 2003 roku, a i to przejazdem. Nie lubił tego miasta. Lubił za to i znał Gudermes, bo tam stacjonowała kiedyś jego jednostka.
Wynikało to może z tego, że pamiętał, jakie klęski ponieśli Rosjanie w walce z góralami, i to w mieście. Przekroczyli wtedy normalny poziom hańby i na myśl o tym wciąż czuł przypływ wściekłości wymieszanej z bezsilnością. Najgorszy stan ducha, jaki może się przytrafić rosyjskiemu żołnierzowi specnazu. Tylko pawia puścić!
A może Jagan w ogóle nie potrafił sobie wyobrazić, że musiałby walczyć w mieście. Tyle ulic, domów, ludzi… jak mógłby w każdym z nich wyczuć niebezpieczeństwo?